Nie będę udawała, że Madrugada nie zdominowała mojego 2019 roku. Tak właśnie było. Byłam na czterech koncertach, w dwóch krajach i trzech miastach. Choć setlista za każdym razem była niemalże taka sama, każdy koncert był inny i na swój sposób wyjątkowy. Od lat nie czerpałam tak dużej przyjemności z jeżdżenia na koncerty. Jeśli ktoś za dziesięć lat spyta mnie o najlepszy koncert 2019 roku będę pamiętać, że ten rok należał do Madrugady. Nie był to jednak jedyny zespół, który widziałam. Z 16 koncertów wybrałam 5.

5 koncertów, które najbardziej utkwiły mi w pamięci z różnych powodów. Na jedne czekałam długie lata i nareszcie udało mi się spełnić koncertowe marzenie. O udziale w kolejnych nie śmiałam nawet głośno marzyć, a jeszcze inne okazały się pamiętne, choć zupełnie się tego nie spodziewałam. Muszę jednak podkreślić jedno – to, że na tej liście znajduje się pięć nazwisk/nazw nie oznacza, że pozostałe koncerty nie był świetne. Były, bo ja nie chodzę na słabe koncerty. Relacje ze wszystkich można znaleźć tu.

1. Madrugada – Berlin, Niemcy; Tjøme, Norwegia; Drezno, Niemcy

Pierwszy berliński koncert wydarzył się bardzo niespodziewanie, bo kolidował z moimi planami wyjazdu do Łodzi. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że latem i jesienią będą kolejne okazje, żeby zobaczyć Madrugadę na żywo, więc bardzo zależało mi, żeby pojechać. Byłam jednak gotowa odpuścić, bo koncert twenty one pilots również był dla mnie ważny. Ostatecznie wszystko udało się połączyć i dzięki uprzejmości managementu znalazło się dla mnie miejsce w malutkim Columbia Theater.

Jadąc na drugi koncert do Berlina czułam, że robimy coś niesamowitego. Wiem, że może to brzmieć idiotycznie dla kogoś, kto nigdy nie czekał na powrót artysty ze świadomością, że taki może nigdy nie nastąpić. Ja poznałam Madrugadę, gdy już nie koncertowali i nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek wrócą na scenę. Ten drugi koncert miał być moim pierwszym, bo kupiłam bilet jeszcze przed lutowym koncertem w Columbia Theater i chciałam przeżyć go jak na fana przystało – w pierwszym rzędzie, spocona i szczęśliwa. Udało się!

Trzeci koncert był kosmicznym przeżyciem pod wieloma względami. Fakt ponownej wizyty w Norwegii potęgował wszystkie odczucia. Oglądanie norweskiego zespołu grającego dla norweskiej publiczności, którego popularność można porównać do tej, jaką w Polsce kilkanaście lat temu cieszyło się Myslovitz, jest magiczne. Oglądanie koncertu na Verdens Ende, tzw. Końcu Świata, spacer po fiordach i udział w czymś na kształt mini festiwalu muzycznego odbywającego się w kulturze innej niż nasza to kolejne magiczne doświadczenia. Muzyka, jaką tam usłyszeliśmy wydawała nam się komiczna, ale po krótkiej rozmowie z naszym przyjacielem Norwegiem okazało się, że nieświadomie wdepnęliśmy w bardzo norweskie klimaty i stanęliśmy twarzą w twarz z biesiadą w ich stylu. Magicznie było też po koncercie, na który wybraliśmy się z akredytacjami na szyjach. W zasadzie to z ledwo widocznymi pieczątkami na dłoniach, bo Norwegia jest tak ekologiczna, że nawet opasek koncertowych nie produkują. W relacji z koncertu opisałam to pamiętne spotkanie z zespołem.

Zażartowałabym w relacji z czwartego koncertu Madrugady, że skoro z każdym kolejnym koncertem działy się coraz bardziej magiczne rzeczy to pojechaliśmy do Drezna, żeby się przekonać, co wydarzy się dalej. Jest w tym trochę prawdy, bo szczęściu trzeba pomagać, a żelazo kuć póki gorące. Rzeczywistość była jednak trochę inna – pojechaliśmy, bo mogliśmy. Jeśli gdzieś Cię zapraszają to (czasami) nie wypada odmówić. Nie mogłam przecież przypuszczać, że skończy się to bieganiem po scenie z aparatem. A może jednak mogłam?

Madrugada nie ma ogłoszonej żadnej daty koncertu na 2020, więc istnieje szansa, że za rok nie znajdą się w takim rankingu. Bardzo bym chciała, żeby weszli do studia i nagrali nową płytę, ale nie wspomniałam o tym słowem w tekście Muzyczne wróżenie. Kogo posłuchamy w 2020?,  bo po takim powrocie i takiej przeszłości najgorsza byłaby płyta nagrana pod presją albo dla chęci zysku. Ale jeśli zagrają gdzieś w Europie to może znów poszalejemy.

2. twenty one pilots – Łódź, Polska

Czy wspominałam kiedyś, że miałam bilet na koncert twenty one pilots w Berlinie na Emotional Roadshow World Tour, ale go sprzedałam? Tak było. Gdy teraz o tym myślę trudno mi uwierzyć, że tamta trasa odbywała się w 2016 roku. Po tym, jak Emotional Roadshow World Tour nie wypalił wiedziałam, że kolejna trasa beze mnie się nie odbędzie. Choćby dlatego, że nie chciałam żałować, że nigdy nie doświadczyłam magi twenty one pilots na żywo. Mnóstwo nasłuchałam się na temat ich koncertów, wiele też widziałam i przeczytałam, więc wizyta w Łodzi była spełnieniem małego koncertowego marzenia.

3. P!nk – Warszawa, Polska

Ileż ja lat czekałam na to, żeby zobaczyć P!nk na żywo?! Piętnaście? Czternaście? Pamiętam, jak przy każdej jej wizycie w Europie sprawdzałam, gdzie będzie grała i ile kosztują bilety. Robiłam tak do 2010 roku, bo jak zobaczyłam ceny biletów na The Funhouse Summer Carnival Tour to mi się odechciało. Ale ponieważ nie samą Madrugadą człowiek żyje, a Stadion Narodowy dobrze choć raz odwiedzić, padło na letnią wizytę w Stolicy. Taka przyjemna okazja do świętowania nowego etapu w życiu, skończenia studiów.

4. Amy Macdonald – Wiedeń, Austria

Wybierając piątkę artystów do tego tekstu długo zastanawiałam się nad czwartym i piątym. Amy wybrałam dlatego, że koncert w Wiedniu był moim piątym koncertem tej artystki w jednym cyklu płytowym i mimo że powinnam czuć przesyt, wychodziłam z Gasometer Bank Austria Halle z poczuciem, że chętnie bym to powtórzyła. Nie wiem, co magicznego ma w sobie ta Szkotka, może to jej charyzma i talent, ale nie mam dość słuchania jej na żywo. I bardzo ubolewam nad tym, że nie ma dobrej płyty koncertowej, żebyście zrozumieli, o czym mówię. Amy Macdonald na żywo jest rewelacyjna!

5. Alice Merton – Poznań, Polska

Gdy sięgam pamięcią do koncertowego 2019, przeglądam moje zapiski i przywołuje wspomnienia z koncertów przed oczami pojawia się Alice Merton. Chciałabym, żeby ten koncert z poznańskiego Blue Note został w mojej głowie, jako wspomnienie koncertu artystki, która za kilka lat będzie wielką gwiazdą muzyki. Nie mam tutaj na myśli popularności komercyjnej, wynikającej ze zgrabnych ruchów marketingowych i celnych strzałów, ale popularność zbudowaną na talencie i miłości fanów. Alice naprawdę ma szansę, żeby zbudować wokół siebie bardzo dużą grupę oddanych fanów i niczym twenty one pilots wojować na świecie. Piękna była energia podczas tego koncertu.

Podobne Posty