Pamiętacie, jak na antenie Canal+ pojawił się serial Belfer? Wszyscy bili wówczas brawo gratulując stacji pomysłu, realizacji, angażu dobrych aktorów i sukcesu. Maciej Stuhr wrócił do pierwszej ligi aktorów, a granie w serialach przestało być obciachem. Do tego ostatniego przyczyniło się też kilka innych produkcji, ale Canal+ zdecydowanie zaczęło wyznaczać pewne standardy. Od pewnego czasu zaczęli też lubić zagraniczne kooperacje, których efektem był serial Nielegalni oraz najnowszy, Zasada przyjemności. Jeśli ma być tak, że z każdą kolejną taką współpracą będą powstawać lepsze seriale, Zasadę przyjemności uznaję za kolejny udany przedsmak.

Kolejny, bo serial Nielegalni też oglądało się przyjemnie, chociaż był to serial, któremu trzeba było dać szansę i przeczekać początkowe, niezbyt wciągające odcinki. Zasada przyjemności jest podobna do Nielegalnych, zupełnie tak jakby Canal+ chciało powiedzieć, że jeśli robi seriale we współpracy z innym krajem (bądź krajami) to już zawsze będzie to oznaczało rozciąganie wątków na kilka państw. Przyszedł więc czas na wizytę na Ukrainie i w Czechach, bo to tam, oprócz Warszawy, toczy się akcja serialu.

W głównej roli oglądamy Małgorzatę Buczkowską, Karela Rodena i Sergeja Strelinkova. Jest też Mirosław Baka, Robert Gonera i Dawid Czupryński, który jest najciekawszym aktorskim odkryciem tego serialu. Scenariusz napisał Maciej Maciejewski, a reżyserią zajął się Dariusz Jabłoński.

„Zasada przyjemności” to zrealizowany z rozmachem międzynarodowy serial kryminalny koprodukcji CANAL+. Zabiera widzów w sam środek wielowątkowego policyjnego śledztwa, którego początkiem są morderstwa młodych kobiet w Warszawie, Odessie i Pradze – opis dystrybutora.

Serial kusi zagadkami, zakrytymi kartami, nie odstrasza brutalnością, ale zarazem pokazuje jej tyle, ile wymaga się od serialu kryminalnego. Nie jest odpychający, a główni bohaterowie dają się lubić. Maria, ze swoją trudną przeszłością skomplikowanych relacji rodzinnych. Viktor wybierający się na emeryturę, ukrywający chorobę. Serhij żyjący z dala od ojca, bez matki, którą zamordowano, gdy był młody i wreszcie Marek walczący z uzależnieniem, które pozbawia go ostatecznie pracy. Każda z postaci ma swoje kłopoty, psychiczne rozterki i wydaje się równie zagadkowa, jak morderca zabijający młode dziewczyny.

Powiedziałabym, że Zasada przyjemności to serial nierówny. Z jednej strony naprawdę wciągające jest przenoszenie się z jednego kraju do drugiego w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania dotyczące zbrodni. Z drugiej strony Buczkowska robi całą aktorską robotę w tym serialu – potrafi być kobieca, potrafi być silna i stanowcza, wyjść niejako poza płeć i konwenanse, że kobiety muszą być delikatne i w policyjnym świecie mężczyzn zawsze łagodniejsze.

Ona jest stanowcza, kiedy trzeba przywalić pięścią w stół lub dać komuś w twarz, sprytna kiedy trzeba lawirować między niedomówieniami i kłamstwami. Niezwykle mało mamy w polskim serialu takich postaci. Nadal dominują mężczyźni, twardzi, odważni, bezkompromisowi. Zasada przyjemności, a raczej serialowa Maria daje nadzieję, że polscy scenarzyści zaczną stawiać na kobiety!

Poza postacią graną przez Buczkowską, uwielbiam ten serial za muzykę! Nie jestem wielką miłośniczką muzyki klasycznej, a tej jest w tym serialu najwięcej, ale została dobrana tak dobrze, że stała się kolejnym bohaterem. A to z kolei pokazuje, że starano się dopracować każdy szczegół.

Nie ocenię jednak Zasady przyjemności bardzo wysoko, Wataha nadal pozostanie moim polskim ulubieńcem ostatnich lat, bo bardzo wcześnie przewidziałam, kto jest mordercą. Domyśliłam się tego tak naprawdę w momencie, w którym morderca został wprowadzony do serialu, pokazano jego twarz i profesję. Było już kilka historii zbudowanych w oparciu o ten zawód, nie było więc trudno przewidzieć, kto stoi za zabójstwami. Na minus, jeśli chodzi o scenariusz, jest także sierociniec, który pojawia się pod koniec serialu – kolejny klasyczny, wyświechtany wręcz pomysł. Szkoda! Można było usprawiedliwiać działania mordercy w ciekawszy, bardziej oryginalny sposób.

Zasada przyjemności to udany serial. Solidnie przygotowany, dobrze nakręcony, z dobrym scenariuszem, który nie daje poczucia, że na siłę wydłużano fabułę i świetną Małgorzatą Buczkowką. Niestety, jeśli jestem w stanie przewidzieć finał w połowie sezonu, nie mogę powiedzieć, że jest to serial rewelacyjny.