Po czwartkowych Muzycznych szortach #54 wypełnionych nowościami od zagranicznych artystów, z dodatkiem singla Świt Męskie Granie Orkiestra 2020, przyszedł czas na szczegółowe przyjrzenie się nowym singlem polskich artystów. Przyznaję, pierwsze dni lipca przyniosły naprawdę przyzwoitą dawkę nowości. Ciekawie zaczynają się te wakacje!

#55-te Muzyczne szorty to spacer przez kilka gatunków muzycznych. Zaczynamy od nowego singla Natalii Nykiel, w stylistyce innej niż można byłoby przypuszczać. Później rozmawiamy o kolejnej muzycznej próbie Julii Wieniawy, a kończymy na jednym z najciekawszych i najlepszych duetów tego roku, spotkaniu Artura Rojka z Taco Hemingwayem.

Natalia Nykiel – Atlantyk

Co tu się wydarzyło? Czy to propozycja Natalii Nykiel do jakiegoś zabawnego filmu, serialu? Czy ona tak na poważnie, zupełnie na serio, czy sobie śmieszkuje? W zapowiedzi singla Atlantyk, najnowszej utrzymanej w klimacie country piosenki Nykiel, napisano, że jej kariera osiągnęła już ten poziom, w którym nikomu nie musi niczego udowadniać i może swobodnie eksperymentować. A ja głupia myślałam, że Natalia cały czas eksperymentowała, z każdym kolejnym wydawnictwem – od płyt po EPkę – testowała i szukała siebie.

Włączając singiel Atlantyk myślałam, że będzie to country w wydaniu piosenek z albumu Golden Kylie Minogue. Ze szczyptą dobrego humoru, ale poszanowaniem historii tego gatunku. Tymczasem okazało się, że to Atlantyk to piosenka tak dziwna, tak zabawnie prosta, tak bardzo pachnąca country z Mrągowa, że w swojej beznadziejności aż dobra. Naprawdę nie wiem, co myśleć.

Julia Wieniawa – SMRC

Jeśli Julia Wieniawa to dla was jedynie aktorka to szybko powinniście nadrobić zaległości. Od kilku lat dziewczyna próbuje swoich sił w muzyce, podpisała kontrakt płytowy z wytwórnią Kayax, która może się pochwalić katalogiem grupy najbardziej alternatywnych artystów w naszym kraju. Już udało jej się nagrać i wydać kilka interesujących utworów, a w tym tygodniu zaprezentowała kolejny – SMRC. Piosenka powstała z połączenia talentów Wojtka Urbańskiego, Mery Spolsky i właśnie Julii. Powiedziałabym, że muzycznie to Julia, którą zdążyliśmy już poznać, ale tekstowo naprawdę czuć, że to dzieło Mery.

Mam przeczucie, że w niedalekiej przyszłości Julia Wieniawa, gdy wreszcie uda jej się skoncentrować przede wszystkim na muzyce, wyda naprawdę dobrą płytę. Wiedziałam ją kilka lat temu na żywo, podczas pierwszego koncertu w karierze. Nie był to może najbardziej zjawiskowy występ, jaki przyszło mi oglądać, ale przekonałam się wówczas, że Wieniawę trzeba obserwować.  Problem może polegać jednak na tym, że wielu Polaków nie da szans jej muzycznym propozycjom zamykając ją w serialach i filmach, w rolach mniej i bardziej udanych. A może się okazać, że powstanie naprawdę dobry i warty uwagi album. Trochę, jak w przypadku Mariny Łuczenko-Szczęsnej.

Artur Rojek feat. Taco Hemingway – A miało być jak we śnie

Największe, ale też najbardziej pozytywne zaskoczenie pośród piątkowych premier. Now wersja piosenki A miało być jak we śnie z drugiej solowej płyty Artura Rojka, wydana jako singiel z gościnnym udziałem Taco Hemingwaya.  Bardzo mi się podoba, że Artur otwiera się na nowe możliwości, że zdecydował się zaprosić do współpracy właśnie Taco. Jak wiecie nie słucham ani hip hopu, ani rapu, ale gdyby poproszono mnie o podsumowanie tej współpracy w jednym zdaniu powiedziałabym: legenda spotyka się z legendą. Nie da się przecież ukryć, że Rojek to wielkie nazwisko w historii polskiej muzyki ostatnich dekad, a Taco Hemingway już zdążył wpisać się do kanonu artystów, o których za kilka lat będziemy mówić właśnie w takich kategoriach.

Utwór A miało być jak we śnie to trzeci singiel promujący wydaną w marcu płytę Kundel – recenzja tu, a relacja z kundlowego koncertu tutaj. W piosence pojawia się zdanie: wszystkich nas czeka to samo – chujowy hip hop, przez niektórych być może odebrane jako obraza gatunku. Pojawienie się więc Taco, w tej nowej, nieco przerobionej wersji utworu to z jednej strony pokazanie, że akurat twórczość Filipa Artur docenia i lubi, a z drugiej zabawa pewną konwencją, która wkradła się do piosenki dzięki zaledwie jednemu zdaniu. Ta wersja spodobała mi się, jeszcze przed przesłuchaniem,  a po wysłuchaniu nie zmieniłam zdania.